|
|
 |
| Artykuły > Okiem Osowskiego > Wiersze o Rozwadowie (cz. 1) |
 |
Mirosław OSOWSKI
Ciemny Kąt
brzozy białe
w zielonych koronach
stoją smutne
cichy tren szeleszczą
czy ktoś umarł
czy się ktoś narodził
czy to szara jesień
powoli nadchodzi
* * *
nad Sanem
kłaniają się nisko
podmuchem wiatru
poruszane trawy
tam osty krwawniki
tam nawłoć dziewanna
i wrotycz stoi
z żółtymi kwiatami
tam pod niebem leci
pelikan zbłąkany
tam szumią liście
stuletnich topoli
pnie drzew rosochatych
ciemną korą kryte
tam po rzece płynie
z długą szyją
samotny łabędź
tam w oddali
nad wodą
unosi się wrzask
hałaśliwej rybitwy
tam z wody
jak bezludne wyspy
wyłaniają się
piaskowe łachy
nad brzegiem cicho
wiotka wiklina
miarowo się kołysze
wspomina pewnie
niedawne czasy
i gromadkę dzieci
bawiących się nad brzegiem
i sielskie Pławo
i stada krów płynące
niczym barki ciężarne
po zielonych błoniach
* * *
w parku w Charzewicach
wśród cienistych
dębowych alei
książę książę
śpiewają słowiki
na zielonych gałązkach
zajeżdżają powozy
wygodne karety
przed pałac
suto oświetlony
barwnymi lampionami
lokaje w liberiach
stoją i prowadzą gości
po schodach rzeźbionych
proszę bardzo proszę
wyciąga radośnie ramiona
książę Lubomirski
to ordynat Zamoyski
we fraku i w muszce
z szerokim uśmiechem
od ucha do ucha
obok ordynatowa
w balowej sukni
całuję rączki całuję
mówi książę Sanguszko
rozmawiają rozkosznie
tiu tiu tiu tiu
o najbliższym raucie
polowaniu w afrykańskim buszu
o dochodach z majątków
z karczmy i z gorzelni
narzekają na chłopów
ciężkie życie ziemian
co zrobić drogi książę
jeszcze parcelacyją
chcą
tak tak mopanku
nagle siadła na nosie mucha
co u licha
obudziłem się wreszcie
a tak było pięknie
szkoda że to we śnie
* * *
dawny Rozwadów
labirynt zaułków
kryje stare dzieje
echo trzech stuleci
z drewnianej bożnicy
słychać głos kantora
chodzą po rynku pobożni
chasydzi z pejsami
w przydługich chałatach
stary rabin
z myślami w zaświatach
kiwa się nad Torą
zza chmur wychodzi słońce
wokół ratusza
poranny gwar
pełno handlarzy
słychać kwiczenie
świń ryczenie krów
pianie kogutów
przybijanie
na zgodę rąk
ojciec Hieronim
w brązowym habicie
z kapturem na głowie
chodzi pomiędzy
chłopskim furami
kwestując na farę
książę Lubomirski
w pałacowym ogrodzie
oparty o laskę
siedzi wygodnie
podkręcając wąsa
* * *
Sochy
czarne topole
wiązy jak liany
obejmujące
pnie stuletnie
miłosnym gestem
w oddali sarny
w raju zieleni
to przecież maj
szalona wiosna
i słońce świeci
śpiew ptaków
niczym IX symfonia
Beethovena
do niebios leci
nagle cisza
niezmącona
powstrzymuje
nasze kroki
pięknie tutaj
dziecko woła
zostańmy jeszcze
to przecież ślady
puszczy dawnej
sandomierskiej |
 |
komentarze (0) | |
|
|
|
|
 |