|
|||
|
:: Wiersze o Rozwadowie (cz. 1) Artykuł dodany przez: Marek Ziemba (2009-10-28 10:55:59) Mirosław OSOWSKI Ciemny Kąt brzozy białe w zielonych koronach stoją smutne cichy tren szeleszczą czy ktoś umarł czy się ktoś narodził czy to szara jesień powoli nadchodzi * * * nad Sanem kłaniają się nisko podmuchem wiatru poruszane trawy tam osty krwawniki tam nawłoć dziewanna i wrotycz stoi z żółtymi kwiatami tam pod niebem leci pelikan zbłąkany tam szumią liście stuletnich topoli pnie drzew rosochatych ciemną korą kryte tam po rzece płynie z długą szyją samotny łabędź tam w oddali nad wodą unosi się wrzask hałaśliwej rybitwy tam z wody jak bezludne wyspy wyłaniają się piaskowe łachy nad brzegiem cicho wiotka wiklina miarowo się kołysze wspomina pewnie niedawne czasy i gromadkę dzieci bawiących się nad brzegiem i sielskie Pławo i stada krów płynące niczym barki ciężarne po zielonych błoniach * * * w parku w Charzewicach wśród cienistych dębowych alei książę książę śpiewają słowiki na zielonych gałązkach zajeżdżają powozy wygodne karety przed pałac suto oświetlony barwnymi lampionami lokaje w liberiach stoją i prowadzą gości po schodach rzeźbionych proszę bardzo proszę wyciąga radośnie ramiona książę Lubomirski to ordynat Zamoyski we fraku i w muszce z szerokim uśmiechem od ucha do ucha obok ordynatowa w balowej sukni całuję rączki całuję mówi książę Sanguszko rozmawiają rozkosznie tiu tiu tiu tiu o najbliższym raucie polowaniu w afrykańskim buszu o dochodach z majątków z karczmy i z gorzelni narzekają na chłopów ciężkie życie ziemian co zrobić drogi książę jeszcze parcelacyją chcą tak tak mopanku nagle siadła na nosie mucha co u licha obudziłem się wreszcie a tak było pięknie szkoda że to we śnie * * * dawny Rozwadów labirynt zaułków kryje stare dzieje echo trzech stuleci z drewnianej bożnicy słychać głos kantora chodzą po rynku pobożni chasydzi z pejsami w przydługich chałatach stary rabin z myślami w zaświatach kiwa się nad Torą zza chmur wychodzi słońce wokół ratusza poranny gwar pełno handlarzy słychać kwiczenie świń ryczenie krów pianie kogutów przybijanie na zgodę rąk ojciec Hieronim w brązowym habicie z kapturem na głowie chodzi pomiędzy chłopskim furami kwestując na farę książę Lubomirski w pałacowym ogrodzie oparty o laskę siedzi wygodnie podkręcając wąsa * * * Sochy czarne topole wiązy jak liany obejmujące pnie stuletnie miłosnym gestem w oddali sarny w raju zieleni to przecież maj szalona wiosna i słońce świeci śpiew ptaków niczym IX symfonia Beethovena do niebios leci nagle cisza niezmącona powstrzymuje nasze kroki pięknie tutaj dziecko woła zostańmy jeszcze to przecież ślady puszczy dawnej sandomierskiej
![]() adres tego artykułu: http://rozwadow.pl/articles.php?id=28 |