Moje szczenięce lata w Rozwadowie
Mobile | Sklep | Słownik | Forum
Twoje Menu
Forum Rozwadowa
Pogoda dzień
Pogoda noc
Pobierz pliki
Quizy o Rozwadowie
Informacje SMS
KONTAKT
CHAT LIVE
Historia Rozwadowa
Wiadomości
Teksty i filmy
Książka o mieście
Cmentarz parafialny
Znajdź groby
Katalog stron
A to ciekawe...
Filmy o Rozwadowie
Polecamy strony
Nasz Czas - magazyn
Przyjaciele Ziemi
Sebastian Sobowiec
Nasze strony
Koło Wędkarskie
Forum Rozwadowa
Cmentarz-wyszukaj
Sklep on-line
Słownik Regionu
Nocny dyżur apteki
~Dyżur aptek na SMS~
Artykuły > Okiem Osowskiego > Mirosław Osowski - "Nowe czasy"
fragment powieści

(...) Lizut spoglądał przez okno na zieleń drzew. Przez chwilę słuchał świergotu ptaków. Niewiele jednak mógł się zachwycać światem. Trapiły go nieustannie smutne sprawy. Dość miał wiecznych kłótni z niedawnymi kolegami z podziemnego związku. Jakby mógł, to walnąłby nawet dziś tę całą zakichaną władzę i wrócił jako radca prawny do Stalowni. Do spokojnej pracy, gdzie można napić się zwyczajnie wódki z przyjaciółmi, pogawędzić i pośmiać, napić się piwa, zjeść kiełbaskę z grilla, pośpiewać wojskowych piosenek i mieć to wszystko w dupie. „Tak, tak – głęboko w dupie” - westchnął.

Nie był obecny na posiedzeniu Komitetu Obywatelskiego, ale dowiedział się wszystkiego z telewizji. To, że w Solidarności było coraz więcej rozdźwięków, wcale go nie dziwiło. Spory o to, jak ma wyglądać nowa rzeczywistość, toczyły się w jej łonie od samego początku, odkąd tylko przejęli władzę. Niektórzy mieli premierowi za złe, że pomiędzy Peerelem a Rzeczpospolitą stawia grubą kreskę. To przecież nic innego jak darowanie komuchom winy, zbrodni, wszystkiego. Jakim prawem Mazowiecki wielkodusznie rozgrzesza komunistów? A przecież – Lizut wiedział o tym dobrze – że przestępcom nikt nie dawał żadnego ułaskawienia. I nie da! Mazowiecki też nie. To tylko przypuszczenia i łapanie za słowa.

Gdyby był tylko posłem, pewnie dołączyłby do Wałęsy. Ale jako wojewoda nie mógł sobie na to pozwolić. Bo to byłaby nielojalność wobec przełożonego. Dobrze poznał już smak rządzenia i jego zasady. Nie mógł być związkowym anarchistą, który tylko gada i żąda. Świat wydaje się prostszy, gdy się nie ma władzy. On ją miał w ograniczonym zakresie i dobrze wiedział, co ona znaczy. Tu nie chodziło tylko o sprawy związkowe, ale o zdobycie społecznego poparcia. Rząd podjął się spraw trudnych. Bardzo trudnych. Nikt przedtem nigdy tego nie robił. Transformacja to nie tylko sukcesy, ale i porażki. Był tego już świadom. Do tej pory nie znano bezrobocia, a teraz coraz więcej ludzi było bez pracy, wyrzucanych z dnia na dzień na bruk. Mieszkań budowano o połowę mniej. Produkcja gwałtownie spadała. Wojewoda musiał nie tyle ścigać komuchów, ile szukać ich poparcia dla przemian. A biurokratom związkowym w Regionie zdawało się, że wojewoda nie ma nic innego do roboty, jak tylko zwalczanie i rugowanie komuchów ze stanowisk. Jego obowiązkiem zaś było co innego: zapewnić województwu rozwój gospodarczy, rozwijać infrastrukturę, dbać o drogi, szkoły, szpitale, a nie tracić siły na bezpłodną walkę polityczną z komuchami, jak chcieli w związku.

Między związkowcami i nim były coraz większe rozdźwięki i dlatego postanowił przystąpić do Unii Demokratycznej, która zdawała się bardziej umiarkowana i pragnęła unikać ostrych starć, walki politycznej, skupiając się na wdrażaniu reform. Atakowali go za to także Kotula i Garbaty, którym śniła się po nocach tęga rozprawa z komunistami i totalne czystki. Był temu przeciwny. Lizut wiedział dobrze, że związek nie jest jednolity i wyłonią się z niego partie o różnym profilu – od lewicy po prawicę, od konserwatystów po liberałów. Zdawało się, że właśnie Unia jest w środku. To mu najbardziej odpowiadało, bo daleki był od zemsty i odwetu. Zemsta – znał to z życia - była zawsze ślepa. A on pragnął zachować czyste sumienie. O to przecież walczył.

Zaterkotał biały telefon. Lizut podniósł słuchawkę. Dobrze znał ten głos. Wiedział, co znaczy. Kiedy nowy premier wezwał go do Warszawy, był przygotowany do rezygnacji. Jechał z gotowym pismem. Miał już dość władzy i postanowił wrócić do Stalowni, na dawne swoje stanowisko – radcy prawnego. Owszem, mógł walczyć o lepszą Polskę, o ideały, ale zmagać się ze swoimi, którzy chcieli teraz za konspirację rekompensaty, przywilejów kombatanckich, domów, pieniędzy, akcji, co to to nie.

Zawsze uważał władzę za rodzaj służby społecznej i takim chciał pozostać. Niestety, kończył się czas takich idealistów jak on. Coraz lepiej to dostrzegał. Nie ma więc na co czekać. Złożyć urząd i koniec! (...)

komentarze (0) |

Moje szczenięce lata w Rozwadowie

© 2004-2018 Portal Rozwadow.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.